czwartek, 7 sierpnia 2014

Kochane Giżycko

Siemanko!

W tym poście zawre jedno moje wspomnienie z kolonii! A więc tak:
     Chciałam z Karoliną (kuzyneczką) wrzucić inną Karolinę do jeziora. Trzymała się mocno desek, gdyż stałyśmy na pomoście. Ja ją brałam za nogi, a Karolina miała sprawić by ona puściła się desek. Jacyś chłopcy (10-12lat) spytali:
  -Potrzebujecie pomocy?
  -Jak chcecie pomóc to zapraszam.-odpowiedziałam równocześnie z kuzynką.
      Karolina zaczęła cicho piszczeć. Jeden z dzieciaków zaczął ściągać jej buty. Ratownik, który miał włosy na brodzie zamiast na głowie, krzyknął:
  -Zostawcie ją już!
      Daliśmy jej spokój, a chłopcy wskoczyli do wody. Dalej droźniłyśmy się z Karoliną, że wrzucimy jej trampki do jeziora. Nie chciała później suszyć butów, ale nie chciała też puścić się z desek. Starszy chłopczyk zaczął niepewnie zabierać buty. Nie wiedział czy może to zrobić, więc tylko się droźnił. Jego (chyba) starszy brat zaczął go łaskotać,a ten wypuścił but. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Nawet Karolina. A ja podeszłam i kopłam jej buta prosto do jeziora. ,, Starszy brat'' wyłowił zatopione buty i położył na skraju pomostu. Podeszłam by je jeszcze raz wrzucić. Pochyliłam się.
  -UWAŻAJ!!!-krzyknęła kuzynka.
      Ktoś mnie popchnął. W locie zdążyłam się obrócić i zobaczyłam Karolinę stojącą na skraju. Nie zdążyłam nawet złapać oddechu. Wpadłam do wody. Zanużyłam się i odbiłam od ziemi. Wypłynęłam. zdołałam tylko otrząsnąć się z szoku termicznego (nagła zmiana temperatur) i znów się zanużyłam. Ponownie odbiłam się od ziemi i wypłynęłam. Chwyciłam jak najwięcej powietrza i chciałam płynąć, gdy ktoś złapał mnie od tyłu. Szarpalam się ostatkiem sił, lecz się nie wyrwałam. Zachłysnęłam się wodą. Wtedy ktoś podtrzymał mi głowę nad powierzchniom. Chwilę nie mogłam się uspokoić.Oddychałam nerwowo.
  -Nic ci nie jest?-ktoś zapytał.-Możesz stanąć. Tu jest płytko.- powiedział.
      Stanęłam. Przetarłam oczy i zobaczyłam ratownika. Tego który do nas krzyczał.
  -Nic ci nie jest?-ponowił pytanie.
  -Nie wszystko w porządku. Dziękuję.-powiedziałam i ratownik natychmiast odpłynął.
      Zauwarzyłam, że wszyscy mi się przyglądają.weszłam na pomost. Zdziwiłam się że mam tyle siły w rekach po czymś takim. Zazwyczaj ręce mi się trzęsły i nie mogłam nic zrobić. Od razu podeszła do mnie Karolina i moja kuzynka.
  -Patrycja tak cię przepraszam . . .- mówiła.- Przepraszam nie myślałam, że . . -głos jej uwiązł w gardle.
  -Nic się nie stało.-uspokajałam. Była przerażona.
  -Napewno? Wszystko w porządku?
      Ja też byłam przerażona. Nic mi się nie stało, ale byłam przerażona. A na dodatek byłam cała przemoczona.
  -Karolina, muszę iść się przebrać.- powiedziałam. Kochana kuzynka od razu zrozumiała.



Wtedy pierwszy raz w życiu ratował mnie ratownik. ^^

To tylko jedno wspomnienie . . . Za to niezapomniane.

Patiśka :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz